Informacja czy opinia? Sterowanie emocjami na poziomie depesz prasowych

Informacja czy opinia? Sterowanie emocjami na poziomie depesz prasowych


Kategorie

Chciałbym zwrócić Waszą uwagę na rzecz powszechnie znaną, jednak często w codziennym obcowaniu z mediami do przeoczenia. Jakbyśmy nie byli czujni, w dużej skali i na długim odcinku czasu, właśnie takie drobne warunkowania potrafią zmieniać nasz sposób myślenia.

Wczoraj odbyły się republikańskie prawybory w Iowa. Dosyć dużym zaskoczeniem była wygrana Teda Cruza a nie Donalda Trumpa, co akurat jest dobrą informacją dla Polski. Jakby nie oceniać Trumpa, to mimo wszystko kot w worku, po Cruzie przynajmniej wiadomo czego się spodziewać. A że nie jest demokratą, już sam ten fakt wystarczy, żeby chętniej niż Obama spojrzał na losy Europy wschodniej w kontekście agresywnej polityki Rosji.

Jak to z pozoru neutralne wydarzenie zrelacjonował PAP, a za nim podały wszystkie inne serwisy i portale w Polsce? Otóż używając w domyśle pejoratywnego wartościowania na poziomie samej depeszy. W prawyborach stanęli w szranki nie politycy, ale „ultrakonserwatywny senator z Teksasu Ted Cruz” i „miliarder i populista Donald Trump”. Jak ta sama agencja pisze o ich przeciwnikach? „Była szefowa dyplomacji USA Hillary Clinton” i „senator Bernie Sanders”. Napisałem „w domyśle pejoratywnego”, bo chociaż w byciu ultrakonserwatystą nie widzę niczego złego, przez lata starano się wmówić polskiemu odbiorcy że a) konserwatyzm to radykalizm, b) bycie w swoich poglądach „ultra”, to praktycznie jak faszyzm, c) tylko konserwatyzm i poglądy prawicowe określane są jako radykalne. Lewica i skrzydło liberalne po prostu jest. I nie odnoszę się do jakichś „wSieci” i mediów tożsamościowych, ale do depesz, agencji prasowych i wiadomości, które nie są publicystyką.

I teraz zastanówmy się ile razy stosowany jest podobny mechanizm w momencie podawana informacji, a nie opinii. „Sejm uchwalił” za PO vs „PiS uchwalił” za PiS. „Prawicowy dziennikarz” o konserwatyście, po prostu „dziennikarz” o lewicowcu. Ostatnio przy okazji wystąpień w Wiadomościach pojawiłem się kilka razy na łamach „Wyborczej” i schemat był dokładnie ten sam. W jednym programie wypowiedział się naczelny „Kultury Liberalnej” – w gazecie dziennikarz z imieniem i nazwiskiem. Poźniej wypowiedziałem się ja – w tej samej gazecie już bez nazwiska, za to z łatką „dziennikarza rządowo-lustracyjnego”. I tak dalej, i tak dalej.

Do czego zmierzam? Niestety nawet informacje nie są już wolne od opinii, wystarczy sobie wyobrazić, że dla równowagi Clinton byłaby określona ultraliberalną i lewicową kandydatką demokratów. Jakoś nie brzmi, prawda? Dlatego, że nikt nigdy nie określał jej w dużych mediach inaczej, niż przez pryzmat pełnionych funkcji, a nie poglądów. Dzisiaj, może nawet bardziej niż jeszcze 10 lat temu do mediów trzeba podchodzić z zasadą ograniczonego zaufania. Przykro to pisać, ale powiedzcie, że przesadzam.