8 zaskakujących faktów o lądowaniu na Księżycu

8 zaskakujących faktów o lądowaniu na Księżycu


Kategorie

W latach 1966 – 1972 odbyło się 11 załogowych lotów kosmicznych programu „Apollo”. Celem przedsięwzięcia było lądowanie człowieka na Księżycu, a następnie jego bezpieczny powrót na Ziemię. Spośród wszystkich astronautów, jedynie 12 osób postawiło stopę na Srebrnym Globie. Tę kosmiczną odyseję rozpoczęła załoga Apollo 11. Dokładnie 45 lat temu, 21 lipca 1969 roku dowódca misji Neil Armstrong jako pierwszy człowiek stanął na Księżycu. Oto mało znane fakty dotyczące lotu na Księżyc i obecności człowieka na naturalnym satelicie Ziemi.

Amerykańska flaga

Na słynnej już fotografii pierwszego lądowania na Księżycu Buzz Aldrin salutuje do przytwierdzonej do podłoża amerykańskiej flagi. I choć wielu osobom wydaje się, że stoi ona w tym samym miejscu do dzisiaj, nic bardziej mylnego. Kilka godzin po wykonaniu fotografii została ona po prostu zdmuchnięta przez odrzut lądownika pilotowanego przez Aldrina, którym astronauci wrócili na Ziemię.

Niemniej jednak przynajmniej kilka innych „gwieździstych sztandarów” nadal znajduje się na powierzchni naszego naturalnego satelity. Zostały one umieszczone przez kolejne misje w odpowiedniej odległości. Smutna prawda jest jednak taka, że poprzez 40-letnie wystawienie na bombardowanie ze strony niefiltrowanych promieni słonecznych i promieniowania kosmicznego, po prostu utraciły swoją barwę, przypominając białe flagi. Trudno o bardziej symboliczny przykład upadku programu załogowych lotów na Księżyc.

Księżycowa komunia

Przed pierwszym lądowaniem szefostwo NASA ostrzegało astronautów, że skoro będzie ich wtedy słuchał i oglądał cały świat, nie powinni wypowiadać żadnych zbyt religijnych sentencji. Ponieważ traktowano ich jako reprezentantów całej ludzkości, chciano uniknąć niepotrzebnych spięć z wyznawcami innych religii. Niemniej jednak Buzz Aldrin uznał, że sytuacja jest zbyt ważna, aby nie uczynić choćby małego gestu. Dlatego też po udanym lądowaniu, ale jeszcze przed opuszczeniem statku, kosmonauta poprosił wszystkich przez radio o krótki moment cichej refleksji. Dla niego oznaczało to modlitwę psalmem i Ewangelią św. Jana, którą akurat rozważano w jego wspólnocie w USA. Oprócz tego Amerykanin wyjął Eucharystię w postaci kawałka chleba i maleńkiego flakonika z winem.

„W sześciokrotnie słabszej grawitacji Księżyca – wspominał później Buzz – wino wypłynęło powoli i wdzięcznie wypełniło kielich”. Inni członkowie załogi nie uczestniczyli w tym rytuale, ale z szacunkiem odnieśli się do zachowania kolegi.

Pierwsze słowa

Słynne słowa Neila Armstronga, wypowiedziane tuż po lądowaniu na Księżycu – „That’s one small step for a man, one giant leap for mankind” – stanowiądo dzisiaj obiekt niekończącej się debaty. Wiele osób uważa, że nie wypowiadając „a” przed „man”, zmienił on nieintencjonalnie cały sens zdania w języku angielskim. Niemniej jednak, wg badaczy zagadnienia – pomijając zawiłości gramatyczne – nie tym słowom należy się palma pierwszeństwa.

W rzeczywistości po tym jak lądownik miękko osiadł na powierzchni Srebrnego Globu, Armstrong zakomunikował kontroli lotu pomyślny przebieg operacji; „Houston, Tranquility Base here. The Eagle has landed”. Ponieważ trudno jednoznacznie określić dokładny moment styku lądownika z twardym podłożem, rozpatrywane są również słowa: „Contact light”, „Shut down” oraz „Okay. Engine stop”. Ponieważ żadne z nich nie brzmi równie majestatycznie jak legendarny „wielki skok dla ludzkości”, zostały one po prostu zapomniane.

Przymusowa kwarantanna

Mało kto wie, że kosmonauci zaraz po udanym lądowaniu wcale nie uściskali się z rodzinami i nie odebrali kwiatów z gratulacjami. W rzeczywistości NASA postanowiła dmuchać na zimne i do kapsuły z załogą (Neilem Armstrongiem, Buzzem Aldrinem i Michaelem Collinsem) wrzucono skafandry ochronne, w które musieli się ubrać.

Tak zabezpieczonych bohaterów USA przewieziono natychmiast do mobilnego centrum medycznego, w którym poddano ich 21-dniowej kwarantannie. Przerobiona do tych celów przyczepa kampingowa wyposażona była w system filtrów powietrza i innych zabezpieczeń, stosowanych w przypadkach podejrzeń o choroby zakaźne. Na szczęście nie było mowy o żadnej „księżycowej zarazie”, choć dla pewności zabieg ten powtórzono przy dwóch następnych misjach.

Księżyc… śmierdzi

Jedną z rzeczy, która bardzo zaskoczyła załogę Apollo 11 tuż po powrocie z pierwszego księżycowego spaceru, był jego nieprzyjemny… zapach. Zdejmując swoje skafandry, mogli powąchać pył księżycowy, który dostawał się dosłownie w każdą szczelinę, a nawet wchodził do ust. Według ich słów, nie było to przyjemne doświadczenie. Materia, która tkwiła na satelicie od milionów lat, w kontakcie z powietrzem wytwarzała odór, porównywalny z prochem strzelniczym albo, jak określił to Neil Armstrong, „dogasającym ogniskiem polanym wodą”. Skąd ten nieprzyjemny zapach nadal pozostaje tajemnicą. Z chemicznego punktu widzenia proch i skład pyłu księżycowego nie mają bowiem ze sobą nic wspólnego.

Apollo 11 nie pobił wszystkich rekordów

Choć z oczywistych względów nikt nie jest w stanie odebrać palmy pierwszeństwa w lądowaniu na Księżycu misji Apollo 11, nie w każdym obszarze dokonywała ona rzeczy przełomowych. Do dzisiaj niepobite rekordy najodleglejszego lotu załogowego od Ziemi oraz najszybszego lotu należą do jej poprzedniczki, misji Apollo 10. Eugene Cernan, Thomas Stafford i John Young oddalili się o prawie 410 tys. kilometrów od Houston, przelatując po ciemnej stronie Księżyca. Podczas powrotu przekroczyli natomiast prędkość 39 tys. km/h – żaden statek załogowy nigdy szybciej nie przemierzał kosmicznej próżni.

Polski ślad

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy w epokowych wydarzeniach w historii świata nie doszukiwali się również „polskiego śladu”. Akurat w przypadku misji Apollo 11 mamy to szczęście, iż taki faktycznie istnieje, gdyż przy jej przygotowaniu pracowało trzech inżynierów polskiego pochodzenia.

Werner Ryszard Kirchner opracował paliwo dla lądownika „Eagle”. Mieczysław Bekker konstruował łaziki księżycowe dla kolejnych misji księżycowych, natomiast Stanley Stanwyck-Stankiewicz pracował nad prawidłowym składem powietrza w statku Apollo 11.

Księżycowe skarby

Dowództwo misji, które realistycznie postrzegało szansy na idealny przebieg lotu Apollo 11, miało przygotowany plan awaryjny. Zakładał on, że gdyby w wypadku jakiejś nieprzewidzianej awarii załoga musiała natychmiast wrócić z Księżyca, w pierwszej kolejności należało zająć się zabezpieczeniem choćby najmniejszej próbki gruntu. Z tego powodu pierwszą rzeczą wykonaną na powierzchni satelity było pospieszne zebranie trzech przypadkowych kamieni.

Na szczęście obyło się bez wpadek, w związku z czym spokojnie zebrano dodatkowe 22 kilogramy surowca, który obecnie należy do jednych z najdroższych materiałów, które znajdują się na Ziemi. Kamienie księżycowe z późniejszych misji przekazywane były przez prezydentów USA przywódcom innych narodów, jako przejaw dobrej woli i pokaz siły USA. Wiele z nich dzisiaj uznaje się za zaginione.

Tagi

  • Janusz Rys

    Jak wypił wino i zjadł chleb skoro nie zdejmował hełmu?